strona główna
logo
okladka

KOMPENDIUM terminologii filmowej
830 haseł z 320 ilustracjami

opracowali Wit Dąbal i Piotr Andrejew
rysunki Marii Kanigowskiej
ze wstępem Krzysztofa Zanussiego

ISBN 83-919108-3-0


:. Zamawiam egzemplarz Kompendium

przykladowa strona albumu przykladowa strona albumu przykladowa strona albumu

:. Przykładowe strony Kompendium

Jak robić filmy?

„Gazeta Wyborcza" 15 marca 2005, str. 15

Ci, którzy chcą robić kino albo tylko je oglądać, powinni przeczytać „Kompendium terminologii filmowej". To wyjątkowo pouczająca książka. Napisali ją operator Wit Dąbal (m.in. „Wahadełko") i reżyser Piotr Andrejew (m.in. „Klincz"). Składa się z lapidarnych haseł ujętych na modłę słownikową i, co ważne, napisanych zrozumiałym językiem, nawet jeśli dotyczą subtelności natury technicznej.

O czym jest „Kompendium..." ? O warsztacie filmowym, o gwarze filmowej, o historii przemysłu filmowego, o obyczajach filmowych. By łatwiej było rozgryźć niektóre hasła, towarzyszą im rysunki Marii Kanigowskiej, np. gdy mowa jest o rodzajach planów (zbliżenie, amerykański itd.) albo gdy dowiadujemy się, co to jest oś ujęcia ( przy filmowaniu to sprawa pierwszorzędnej wagi).

Są w tej książce odpowiedzi na rozliczne pytania:

  • dlaczego w oglądanych dziś filmach z początku XX wieku ludzie chodzą jakby w przyspieszonym tempie?
  • czym UFA różni się od DEFY?
  • od czego pochodzi nazwa słynnej nazwy produkcyjnej Miramax?
  • do czego służy tzw. szara tablica?
  • co kino światowe zawdzięcza Stefanowi Kudelskiemu?

Można tu znaleźć wykaz komend na planie - wedle tradycji polskiej i hollywoodzkiej - oraz opisy sprzętu filmowego tak wyczerpujące, że nikt już chyba nie pomyli kamer Arriflex i Konwas. Przywołuje się też intrygujące, choć nie wszystkim znane postacie, np. Jacka Foleya (1891-1967), imitatora dźwięków ze studia Universal, który przeszedł ponoć 7,5 tys. km, „robiąc kroki" do filmów. Pod hasłem „asystent kierownika produkcji" kryją się anegdoty o legendarnym Henryku Szlachecie, który poproszony przez reżysera o świnię - niezbyt grubą i o wysokich nogach - odpowiedział: „Świnia o wysokich nogach? Widocznie chodzi panu o sarnę". Wypatrzyłem w „Kompendium..." parę błędów, ale drobnych: Lester ma na imię Richard, a nie David, a Austruc - Alexandre, nie François, western „Vera Cruz" nakręcił zaś Robert Aldrich, nie George Cukor. Poza tym Złotego Lwa w Wenecji z Polaków dostał nie tylko Kieślowski (za „Niebieskiego"), ale i Zanussi - którego Dąbal i Andrejew poprosili zresztą o napisanie wstępu do swej książki - w 1984 r., za „Rok spokojnego słońca". Podczas lektury częściej jednak czułem się niedokształcony niż przemądrzały. Moje ulubione hasło z „Kompendium..." to „martini shot" - w branży anglojęzycznej oznacza ostatnie ujęcie podczas kręcenia filmu, bo czuć już smak martini. U nas powinno się pewnie mówić o „ujęciu żytnim" albo „czystym".

Jacek Szczerba

Wszystko co chcecie wiedzieć o filmie

„Stopklatka.pl", WYDARZENIE, 24 marca 2005

„Kompendium terminologii filmowej" jest dla wszystkich tych, którzy chcą wiedzieć o czym mówią ich ulubieni filmowcy w wywiadach, jakimi zwrotami operują w czasie pracy na planie, jakie urządzenia stosują i dlaczego niektóre godziny są magiczne, a inne nie. To także książka dla tych, którzy chcą mieć pod ręką krótką acz treściwą definicję „kina moralnego niepokoju", nie potrafią przypomnieć sobie kto jest założycielem studia MGM albo nie wiedzą na czym polega „efekt Kuleszowa". „Kompendium" to także niezastąpione źródło wiedzy dla wszystkich tych, którzy czynnie uprawiają kino, lub zamierzają to robić. Dowiedzą się z niego jak kadrować, jak „oszukiwać" i gdzie powinna przebiegać „oś akcji".

830 haseł opracowanych przez operatora Wita Dąbala i reżysera Piotra Andrejewa na pewno umożliwi wszystkim miłośnikom X muzy zrozumienie zawiłości warsztatu filmowego, ułatwi im oswojenie się z filmowym żargonem, pomoże w lepszym poznaniu historii przemysłu kinowego, a niektóre trudniejsze hasła na pewno rozjaśnią ilustracje Marii Kanigowskiej.

Krzysztof Zanussi w przedmowie do „Kompendium" pisze, że przy definicjach kilku terminów nie zgadza się z autorami i dalej będzie mówił po swojemu, bo tak nauczył się i przyzwyczaił. Ja jednak zaufam panom Dąbalowi i Andrejewowi we wszystkich przypadkach.

Monika Marach

Raczek o książce

WiK (Wprost i Kultura), 9–22 maja 2005

Taki skromny tytuł, a taka bogata treść. Bez tej czarnej książeczki z lśniącą czerwoną wstążeczką, służącą – tak jak w Biblii – za zakładkę, prawdziwemu kinomanowi trudno się dzisiaj obejść. Aż dziw, że tak długo jej nie było. Za to teraz, gdy jest, należy ją docenić! Dzięki niej kulisy filmu stają przed nami otworem. Nie te plotkarskie, lecz te prawdziwe. Czytając fachowo, przejrzyście i niezwykle wyczerpująco zredagowane objaśnienia kolejnych pojęć związanych z realizacją filmów, czujemy się tak, jakbyśmy przenieśli się na plan, stanęli pomiędzy reżyserem a aktorami, słuchali ich rozmów i... wszystko rozumieli.

Kompendium wyjaśnia bez cienia wątpliwości, co oznaczają takie hasła jak: film klasy B, brytfanna, crab dolly, duppozytyw, dyfuzor, propeler, sitcom czy ukręt dzienny. Wszystko: ważne terminy fachowe, nazwy własne, pojęcia z dziedziny kultury i żargonowe powiedzonka, używane przez ludzi z ekipy zdjęciowej podczas pracy na planie. Ten słownik ułożyli fachowcy: wybitny operator (Wit Dąbal) i znany reżyser (Piotr Andrejew).

Zrobili to po to, by polskiej terminologii filmowej nadać pewne ramy, a wielbicielom kina pomóc w zrozumieniu fascynującego ich świata. Zrobili skutecznie, skoro na okładce książki Krzysztof Zanussi napisał: „Książkę polecam kolegom zawodowcom i amatorom oraz tym wszystkim, którzy lubią kino”.

Tomasz Raczek

Hit Miesiąca

Cinema 6/2005

Autorzy tej książki – operator filmowy i reżyser – nie planowali pisania encyklopedii. Zamiarem praktyków kina było stworzenie książki użytecznej dla wszystkich zainteresowanych problematyką filmu. A ten ma już grubo ponad sto lat i przez ten czas stał się najbardziej uniwersalną ze sztuk. Jako forma przekazu jest także niezwykle kosmopolityczny. Stąd terminologia filmowa przypomina język, jakim posługiwali się budowniczowie wieży Babel. Samo słowo kinematograf ma źródło w języku francuskim i określa kamerę, a zatem projektor i maszynę do wykonywania kopii filmowych. Bracia Louis i Auguste Lumière zademonstrowali swój wynalazek w czasie kongresu fotograficznego w Lyonie w sierpniu 1895 roku. Już w grudniu rozpoczęli regularne półgodzinne seanse filmowe. To fakty znane potocznie. Niewiele osób orientuje się, że kinematograf wyprzedziły liczne urządzenia o podobnym działaniu: wynalazek Louisa Le Prince'a, który pokazywał nakręcony przez siebie film już w 1888 roku w Anglii. Działającą kamerę zbudowali niezależnie od siebie w 1894 nasz rodak Kazimierz Prószyński i Niemiec Max Skladanowski. Książka przedstawia dzieje i omawia walory techniczne każdego urządzenia niezbędnego na planie filmowym. Autorzy nie pomijają informacji na temat urządzeń już nieużywanych, bez znajomości których nasza wiedza byłaby niepełna.

Teraz bez trudu rozszyfrujecie zagadkowe pozycje w napisach kończących każdą projekcję. Kompendium w przystępny sposób omawia wszystkie funkcje ludzi zaangażowanych w proces produkcji filmowej.

© 2005 Copyright by Oficyna Wydawnicza Sadyba. Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część tego leksykonu nie może być kopiowana ani odtwarzana w jakiejkolwiek formie i przy użyciu jakichkolwiek środków bez pisemnej zgody wydawcy.